„Im bardziej pada śnieg,
Bim – bom
Im bardziej prószy śnieg,
Bim – bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim – bom
Jak biały puch z poduszki.”
A.A. Milne – „Chatka Puchatka”

za oknem wczoraj posypało, posypało i przestało. a szkoda, bo Olka już zdrowa i mogłaby na sanki iść. w tym roku byliśmy tylko raz na górce, ale za to było bosko!:-)

zniknęłam znów na trochę, zanurkowałam w realne życie. dużo spraw było do załatwienia, dużo pudeł do zapakowania, a potem wypakowania. dużo umawiania się z fachowcami, którzy nie przychodzili, po czym znów umawiania się z kolejnymi, aż w końcu z tymi, którzy przychodzili i robili, co do nich należy.

tak! przeprowadziliśmy się!:-)

pełni obaw i wątpliwości (czy to aby właściwe miejsce? czy tu się będzie dobrze mieszkało? czy to będzie naprawdę nasz nowy dom?), które szczęśliwie czmychnęły szybciutko pierwszego dnia – bo wszystko było znajome, choć nowe. ta szuflada po prostu musiała zawierać sztućce, w tamtej szafce musiały być garnki, a tu przecież talerze i kubki, a tam znów herbata. wszystkie te półki aż się o to prosiły. a ten stół w pokoju to przecież właśnie TEN STÓŁ, ten wymarzony, wyśniony stół rodzinny, idealny do jedzenia razem śniadań, obiadów i kolacji. idealny do rysowania i malowania. do nocnej pracy na komputerze. do gier planszowych i do przyjmowania gości. TEN.

do tego jeszcze łóżko z PRAWDZIWYM materacem (choć nie prawdziwe, sypialniane, a składane) – i to już pełnia szczęścia dla nas, dorosłych:-)

a dla Olki jeszcze inne radości – „nowy dom!”, „dom Taty i Mamy” (nasz pokój) i „dom Oli” (jej pokój). „siop w windzie” (szop w windzie = Ola w szafie wnękowej). i widok na Tatę, wracającego z pracy („Tam gdzieś Tata idzie…”), z możliwością machania mu łapką. i „nowy siaf Oli, Tata robi!” (nowe szafy Olki skręcone przez Tatę). i „Mama, chodź do domu Oli” albo „Mama, nie wchodź, tu Ola siama”. i winda, którą można przywołać małą rączką, po czym można wcisnąć właściwą cyferkę (inną na spacer, inną na wyjazd samochodem).

nadal jeszcze nie mamy drzwi wewnętrznych (łazienka otrzymała eko-drzwi z zielonego kocyka;-)), nadal mnóstwo rzeczy niegotowych, a sterty kartonów czekają na rozpakowanie (w poniedziałek musieliśmy oddać mieszkanie i w związku z tym musieliśmy zwieźć wszystkie pozostałe nasze rzeczy, zanim zdążyliśmy je posegregować na te „do oddania/sprzedania/wyrzucenia” i „do zachowania”), ale już tu i teraz, w domu.