ufff, jak pisałam na fejsbuku – jak Ola przestała chorować, to ja zaczęłam. niby już lepiej, ale nadal mówię dźwięcznym papuzim głosem i czuję się tak sobie… tym bardziej miło mi ogłosić i pochwalić się wszem i wobec, że właśnie wygrałam w konkursie u Drewnianej Krainy prześliczne cottonki!:-) ja puchnę z dumy, a kto jeszcze Drewnianej Krainy nie widział, tego zachęcam – prześliczne dekoracje do pokoju dziecięcego i nie tylko:-)

a oto czym urzekłam jury; tematem konkursu było słowo „mama” i wszelkie związane z nim skojarzenia:

u mnie słowo „mama” wywołuje od razu lawinę obrazów i skojarzeń:

nagły wzrost mojej inwencji i umiejętności kulinarnych – nagle umiem piec tarty, muffinki wychodzą mi perfekcyjnie, zapiekanki ziemniaczane nie mają przede mną tajemnic, beszamel zawsze ma odpowiednią konsystencję, a zupy co prawda nie dorównują zupom mojej mamy, ale są naprawdę
smaczne:-) a kiedyś szczytem możliwości były naleśniki i kotlety schabowe. i to wspomnienie mojej mamy mówiącej, że w sumie to nigdy nie lubiła ani nie umiała specjalnie dobrze gotować (a
przecież to jej kuchnia już na zawsze pozostanie moim układem odniesienia najwspanialszych smaków!)

zakupy na allegro zawsze kończące się przeglądaniem kategorii „Dziecko” i nową sukienką albo tuniczką w zupełnie nie moim rozmiarze. wizyty w księgarni uwieńczone nowymi przygodami wikinga Tappiego zamiast opowiadaniami Alice Munro. i kolejne wspomnienia – „Mamo, pożyczysz mi apaszkę?” „Podoba Ci się? Weź sobie:-)”.

wzruszenie, kiedy Mała dzieli się ulubioną słodką bułeczką, żebyśmy z Tatą też mogli spróbować, jaka jest pyszna; kiedy chucha na nasze zranienia i podaje nam swój ukochany kocyk, gdy jesteśmy chorzy albo smutni.

wszystkie te nieprzespane noce, frustracja i złość, zmęczenie, stres – i uświadomienie sobie, że nie, nie znikają cudownie od dziecięcego uśmiechu. ale z tym uśmiechem jakoś tak przestają
człowieka przerastać.

świat oglądany na nowo małymi oczkami – przypominanie sobie nazw kwiatów, drzew, ptaków, zwierząt; na nowo odkryta wiedza, że kałuże są po to, żeby w nich skakać, a z błota wychodzi najlepszy obiad.

małe stópki, które nie tak dawno – a jednak z każdym dniem coraz dawniej – wbijały mi się pod żebra, nie pozwalając wygodnie siedzieć.

te same małe stópki, które teraz raźno odbiegają, chcąc odkrywać świat po swojemu, całkiem samodzielnie.

i ta nowa perspektywa, nowy sposób patrzenia na siebie – nie jestem już tylko kobietą, jestem matką. a matki, jak wiadomo, wszystko potrafią – więc nic już nie jest mi straszne, ze wszystkim sobie poradzę!:-)

… choć przecież niepokój o własne dziecko, jego zdrowie, życie i przyszłość będzie mi towarzyszył już zawsze, dokładnie tak, jak towarzyszy mojej mamie i babci.

ale nade wszystko – szczęście. takie zwykłe, codzienne, najlepsze.

chciałam te wszystkie emocje zawrzeć w filmiku, ale sprzęt odmówił posłuszeństwa, więc tylko dołączam jedną grafikę, zdjęcie jest mojego autorstwa, znak wodny mojej strony www, grafika zrobiona specjalnie na ten konkurs.

konkurs