wczoraj Ola zamiast zasnąć, nagle całkiem przebudziła się w czasie usypiania, usiadła i zażądała misiów, baloników, kocyków i na końcu książeczek. mnóstwa książeczek. a trochę ich mamy…

najpierw odkryła, że na okładkach naszych tekturowych książeczek dla dzieci są narysowane pomniejszone okładki innych książeczek. zainteresowała się wyszukiwaniem takich samych. wybierała sobie jedną i szukała w stosiku tej samej.

potem zaczęła przeglądać książeczki. myśleliśmy, że oczekuje naszego czytania, ale chodziło o coś zupełnie innego. wskazywała paluszkiem różne przedmioty, a my mieliśmy je nazywać. kiedy nazywaliśmy coś, co mamy w pokoju, pokazywała na obrazek i na przedmiot. był niewielki problem z księżycem za oknem – na naszym blokowisku raczej trudno go dojrzeć.

zaskoczyła nas. pół godziny zabawy. niby czasem bawiliśmy się w ten sposób, ale zwykle minutę lub dwie;-) i rzadko sama chciała, żeby nazywać jej przedmioty. a już na pewno nie wyszukiwała ich w mieszkaniu:-) rozwija się ten nasz Maluch!:-)

a dziś rano weryfikowała wiedzę. zapytała Dzielnego Tatę o kilka przedmiotów, które nazywaliśmy wczoraj. prawdopodobnie sprawdzała, czy nie ściemniamy. a jeśli ściemniamy, to czy przynajmniej trzymamy się jednej wersji;-)