Święta z dzieckiem? bomba!:-) pięknie nam się udały:-) <choć nie mamy ani jednego zdjęcia pod choinką;-)>

Ola na Wigilii właściwie jadła to samo co my <minus potrawy z grzybami>, tylko jej ryba po grecku była polędwicą z dorsza, a nie filetem, coby ości nie było żadnych. dziecko odkurzało radośnie talerzyk i nawet Dzielny Mąż – zagorzały antyfan ryb – pochwalił, że smacznie wyszło:-)

w tym roku wszystko na totalnym luzie i jakoś się udało. Babcia U. zadbała o prowiant <ja właściwie tylko usmażyłam rybę dla Oli i Dzielnego Męża>, choinkę ostatecznie ubraliśmy w pierwszy dzień Świąt, a Wigilię spędziliśmy nieco inaczej niż co roku – i było naprawdę fantastycznie:-) Ola wyhasała się z kuzynostwem, dostała mnóstwo pięknych prezentów – i mnóstwo uwagi od wszystkich;-) zachwycona była:-)

po Świętach niestety było mniej różowo – najpierw mnie rozłożył jakiś wirus w drugi dzień Świąt <rozłożył dokumentnie, na płasko>, potem tenże sam wirus dopadł Dzielnego Męża dwa dni później. a Ola wieczorem w dniu swoich urodzin dostała wysokiej gorączki. byliśmy u naszej ukochanej pani dr – zęby albo trzydniówka, albo Bóg wie co. gorączka była 39 przez dwa dni, po czym cały dzień nic i wieczorem delikatniutka wysypka – więc pewnie trzydniówka. poczekamy jeszcze kilka dni i zobaczymy czy się coś jeszcze z tego nie wykluje… miodzio!;-)

Sylwester z konieczności w domu, ale niespecjalnie mi to przeszkadzało;-) niby plany były fajne i gdyby Ola była zdrowa, to świetnie byśmy się bawili, ale w domu też było miło:-) a w Nowy Rok nawet udało nam się film obejrzeć!:D

i weszliśmy w ten nowy rok. przed nami kredyt, podpisywanie umów, urządzanie mieszkania, szukanie nowych pomysłów zarobkowych. mam trochę obaw, ale myślę, że jakoś sobie poradzimy.

postanowienia noworoczne już powoli się realizują.

herbata owocowa <gwiazdkowy prezent od Dzielnego Męża> w kubku, resztka pierniczków w miseczce.

będzie dobrze.

czego sobie i Wam życzę:-)