wyjaśniła się przyczyna kataru, częstszych nocnych pobudek i marudzenia w dzień – czwórki nadchodzą! dolne są na prowadzeniu, ale i jedna górna też startuje w wyścigu. to dopiero początek, ale już widać, że boli. dzielny Maluch:*

Iskierka nasza, ciągle w ruchu, ciągle gotowa do poznawania świata, najchętniej z poziomu podłogi <chociaż czasem wyraźnie daje znać, że konieczna jest zmiana perspektywy z naziemnej na naręczną>. wszystkiego chce dotknąć, spróbować. małe rączki ciągle wyciągają się do nowych przedmiotów – ostatnio prym wiodą wszelakie światełka dekoracyjne, lampy itp <lampa to też „ma” albo „mam”>. co ciekawe, kiedy Ola chce, żeby coś jej podać, woła „ma” – to ważne, żeby znać swój stan posiadania;-)

nadal spędza pół nocy w naszym łóżku i już wiemy, że trudno będzie nam się kiedyś rozstać z tym arcymiłym budzeniem się z nią:-)

co do poruszania się, raczkowanie zostało okrzyknięte najbardziej efektywnym sposobem, chociaż już ze dwa razy Oleńka sama dopominała się, żeby wziąć ją za ręce i przejść kawałek po pokoju.

przegląda książki, chce, żeby jej czytać. ma swoje ulubione – np. „Gruffalo” po angielsku albo serię miniksiążeczek edukacyjnych z cyklu „Bardzo głodnej gąsienicy”, także po angielsku. z tych po polsku lubi bardzo samą „Bardzo głodną gąsienicę” i wybrane książeczki z wierszami dla dzieci. czasem, kiedy pytam „Co Ci poczytać?”, dobrą chwilę przegląda zawartość swojej półki zanim wybierze odpowiednią książkę. niedawno pracując przy komputerze <i skupiając się dość mocno na tym, co robię> usłyszałam, że próbuje sama naśladować głosy zwierzątek z jednej z miniksiążeczek. rozpoznawalna była owieczka <„be”>, lew <„aaaaa” połączone z charkotem>, myszka <seria piskliwych dźwięków>, pies <seria dźwięków przypominająca szczekanie> i kot <„mia”>.

coraz częściej denerwuje się, kiedy nie umie jeszcze czegoś zrobić lub nie za każdym razem jej wychodzi. zmęczona nie lubi wsiadać do wózka. próbuje jeść łyżką i widelcem, z różnym skutkiem. bez większych problemów pije z kubka <o ile ktoś ten kubek trzyma, nasze porcelanowe są jeszcze dla niej za ciężkie, plastikowe jej nie interesują>. poproszona pomaga wrzucać klocki do woreczka <niestety, chwilę później zwykle chce je wyciągać z powrotem;-)>. uwielbia bawić się w wyciąganie chusteczek higienicznych z pudełka. bez oporów daje sobie zakładać rękawiczki i skarpetki, jeśli jest zimno. śmieje się, kiedy zakładamy śmieszne czapki albo okulary. kręci głową, chcąc wyrazić „nie”. bardzo lubi grać na cymbałkach. odkąd nauczyła się pukać, uwielbia pukać w drzwi, szafki, blaty. lubi też uderzać w nie otwartą dłonią, jak w bębenek. bezproblemowo macha „papa”, ale tylko kiedy sama ma ochotę kogoś pożegnać. używa znaków migowych, które jej pokazywaliśmy, ale tylko tych, które aktualnie są jej potrzebne – żadnych „pokazów dla publiczności”;-)

ikea_elf

coraz bardziej podoba jej się zabawa klockami, ma drewniane i duplo, próbuje składać je razem, z bardzo różnym skutkiem. coraz bardziej lubi też pluszaki i swoją lalkę – Bambo. coraz częściej zamiast je gryźć czy przerzucać z miejsca na miejsce, przytula je i kołysze. nadal uśmiecha się do wszystkich dookoła i zaczepia kogo da radę w środkach komunikacji miejskiej i ogółem w miejscach publicznych. najzabawniejsze jest, kiedy w klubokawiarni dla rodziców z dziećmi ignoruje zupełnie dzieci, za to podraczkowuje do rodziców i próbuje dawać im klocki albo „zagadywać”:-) przygląda się innym dzieciom, próbuje wchodzić z nimi w interakcje <zwykle polegające na próbach bawienia się razem – jeszcze jej nie przeszkadza, że ktoś bawi się z nią, byle nie zabierał zabawki:-)>.

zupełnie nie słucha moich wykrzyczanych „nie!” <np. kiedy staje przy suszarce na pranie i zaczyna nią szarpać>, za to bez problemu dostosowuje się do „Olu, to raczej nie jest zbyt bezpieczna zabawka” Dzielnego Taty:-)

je, je, je. wszystko. nawet klopsiki z Ikei. i ser żółty, że o pleśniowym nie wspomnę. buraczki, szpinak, fasolkę po bretońsku. twaróg w kawałku. naleśniki. owsiankę. domowe ciasto drożdżowe. zapiekankę ziemniaczaną pod beszamelem. oczywiście część tych rzeczy tylko w maleńkich ilościach, ale jednak. nadal pilnujemy, żeby soli w potrawach było niewiele, a cukru najlepiej wcale, ale kiedy bardzo chce zjeść coś, co jemy, najczęściej dostaje kawałeczek <a my dzięki temu bardziej dbamy o to, co jemy>. wyjątkiem są słodycze, czekolada, keczup, musztarda – takie rzeczy. ma swoje upodobania, ale daje się przekonać do próbowania nowości. jednego dnia je mało, drugiego ogromnie dużo. nie spinamy się i w związku z tym wszyscy jesteśmy zadowoleni;-)

nadal ją usypiam, choć być może byłaby gotowa na zasypianie sama. ciągle szkoda mi na to czasu, nie umiem się zdecydować. w ostatniej fazie usypiania, zaraz przed opadnięciem powiek, zwykle podnosi się na chwilę i przytula najbliżej leżącego pluszaka.

 

dzieje się, dzieje. ciągle i ciągle do przodu, inaczej. „curioser and curioser”, chciałoby się rzec;-)

i jeśli tylko nie brakuje mi słońca i magnezu – to jest naprawdę dobrze. nawet kiedy nie ogarniam.