dwa tygodnie temu ochrzciliśmy wreszcie Olkę. w sumie dużo wcześniej chcieliśmy, ale martwiłam się (uważam, że niepotrzebnie), że jak umówimy termin, to spadnie śnieg po pachy i gdzie ja z maleńkim niemowlaczkiem na taką pogodę.. oprócz tego jeszcze różne organizacyjne rzeczy, które nam uciekały, no i zeszło.

ale cieszę się, że poczekaliśmy. Ola była radosna, nieco bardziej świadoma tego, co się z nią dzieje i przede wszystkim – zadowolona z gości, a nie płaczliwa i wystraszona. wydaje mi się, że dzięki temu ten dzień był dla niej nie tylko męczący, ale i miły:-)

było trochę stresów – bo w ostatniej chwili okazało się, że nie mamy fotografa, ale na szczęście znajomy polecił nam kogoś, kto akurat miał termin wolny. miałam trochę obaw czy gość się zjawi i co w ogóle będzie sobą reprezentował, ale wyszło fajnie:-) Dzielny Tata czuł się średnio, łapało go jakieś choróbsko, ja byłam czerwona jak burak, bo beznadziejnie znoszę upały, a w dodatku jedyną moją dostępną opcją ubraniową był sweterek.. wychodząc zapomnieliśmy o świecy chrzcielnej i białej szatce, ale Dzielny Tata wrócił po nie i nawet zdążył na czas. i daliśmy radę:-) strat w ludziach nie odnotowano, goście z imprezy zadowoleni:-)

Oleńka dostała piękne prezenty, goście mieli okazję spotkać się i pogadać w miłej atmosferze, a my ucieszyliśmy się, bo jak na razie wygląda na to, że idealnie wybraliśmy rodziców chrzestnych:-) to miłe, kiedy ktoś jeszcze cieszy się z tego, że nasz Maluch został chrześcijaninem:-)

a tu kilka zdjęć poglądowych dla Was:-) :

przez większość imprezy Oleńka prezentowała się tak:-) :

a tu Ola w niemal pełnej okazałości, niestety sukienka się podwinęła;-) bardzo mi zależało, żeby sukienka była prosta, bawełniana z jakimś delikatnym haftem. bez żadnych tiulów czy koronek. cieszę się, bo znalazłam dokładnie to, o co mi chodziło – i to w Tesco pod nosem, a wcześniej siedziałam godzinami na allegro i błądziłam po różnych sklepach..

zabawa z Dzielnym Tatą podczas imprezy:

 

 

i jeszcze powiem Wam, że w naszej parafii jest taki miły zwyczaj, że na chrzcie dzieci są polewane wodą z muszli i później te muszle dostają na pamiątkę (nie mamy porządnej chrzcielnicy, kościół dopiero będzie się budował, na razie jest mała kaplica). a pierniczki wymyśliliśmy jako prezenty dla gości (nie pieczone, a zamówione na allegro, ja nie umiem tak pięknie zdobić).