od 9 maja dziewczę nasze siada kiedy poda mu się ręce do chwycenia. bardzo chce siadać i choć jeszcze nie umie siedzieć, to siadać próbuje cały czas, niezmordowanie. mniej więcej od tego samego czasu Olka odwraca się już całkiem sama, bez pomocy, z brzuszka na plecki i vice versa. może nie z łatwością, ale daje radę, jeśli tylko nie jest za bardzo zmęczona. w ogóle ten drugi tydzień maja to był jeden wielki skok rozwojowy, ciągle coś się działo, coś zmieniało – motorycznie, percepcyjnie, przeróżnie.

trzymana na rękach Mała zaczęła wyciągać rączki i próbuje łapać wszystko, czego może dosięgnąć, próbuje rączkami i pyszczkiem, poznaje coraz więcej świata. przygląda się otoczeniu, coraz więcej rzeczy ją interesuje.

nadal czaruje wszystkich swoim uśmiechem, tudzież radosnym rechotem, a coraz częściej i „rozmowami” ze światem:-) co jakiś czas śmiesznie piszczy z radości:-)

za tydzień planujemy chrzciny, a w piątek Ola pierwszy raz od daaaawna podrapała się w policzek (jednym małym zadziorkiem na paznokciu, którego nie zauważyliśmy..) tak, że krew pociekła i dużo płaczu było:/ będzie wyglądała jak mały rozrabiaka w białej sukience;-) macie może jakieś sposoby na gojenie się takich zadrapań? niestety panna drapie sobie strupek i boję się, że nieładnie jej się to zagoi..

ja uczę się spokoju, niekomentowania cudzych wyborów wychowawczych, radzenia sobie z sobą. czytam Searsów i upewniam się, że podoba mi się mój sposób na bycie mamą. bywają chwile, że mam wyrzuty sumienia, że mogłabym lepiej. staram się te wyrzuty zamieniać w chęć doskonalenia się. i jest dobrze.

to piękne, że kiedy tylko człowiek słucha siebie i swojego dziecka to po prostu musi być wystarczająco dobrą mamą. po prostu nie ma siły, żeby nie był dobrym rodzicem.

i  jeszcze tylko biją się we mnie plany na przyszłość z okresowym poczuciem, że tyle życia już za mną, a ja przegapiłam mnóstwo możliwości. część jest nie do odrobienia, ale mimo wszystko bardzo bardzo chcę jeszcze kilka rzeczy w życiu zrobić. na przekór chandrom i depresji.

ale lubię też być mamą. po prostu mamą. lubię czytać bajki i wiersze na głos, leżeć na brzuchu na podłodze razem z Olą i oglądać świat z tej perspektywy, łaskotać mały brzuszek lub małe stópki, przykrywać kocykiem, stać przed wieszakiem z moimi szalikami i ze spokojem patrzeć, jak różnofakturowe szaliki są skrupulatnie testowane. i mnóstwo innych rzeczy też lubię.

a wczoraj nad Krakowem była taka piękna tęcza!

 

(a tu nie mniej piękna Ola na spacerze z ciotkami i mamą;-))