i znów trochę czasu przemknęło nam z prędkością błyskawicy!

tydzień po Wielkanocy byliśmy w Nawojowej Górze na konwencie fanów Pratchetta (polecam gorąco – boska impreza, cyklicznie dwa razy do roku – na wiosnę i jesienią), Ola przebrała się za Lady Margolottę:

ubawiliśmy się, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, fajno było!:-) Ola, oczywiście, robiła furorę;-) wysiedziała z nami bez marudzenia dwa dni z obcymi ludźmi (ale spaliśmy w domu), uśmiechała się i robiła miny:-) byliśmy z niej bardzo dumni:-)

a poza tym powoli przyzwyczajamy naszego Grumpła do chodzenia w chuście, idzie naprawdę powoli, ale postępy są, więc może coś z tego wyjdzie. chustę mamy śliczną, więc to też trochę motywuje do próbowania (nas motywuje, Oli niestety nie;-)).

no i leci nam ten czas, leci szybciutko. Oleńka rośnie, uczy się nowych rzeczy, z tygodnia na tydzień wydaje się być bardziej świadoma otaczającego ją świata, bardziej ciekawa. coraz więcej naszej uwagi potrzebuje i czasem naprawdę ciężko coś zrobić w ciągu dnia, zwłaszcza, że śpi coraz mniej i coraz bardziej niespokojnie.

ostatnio w ogóle była megamarudna, być może skok rozwojowy, być może jakiś początek ząbkowania (bo zaczęła pakować wszystko do pysia ze zdwojoną intensywnością), a być może coś całkiem innego, ciężko powiedzieć. w każdym razie ciągle były akcje „jeść-jednak nie jeść-na rączki-jednak nie na rączki-spać ale bez zasypiania najlepiej-jednak nie spać-na rączki-jednak nie na rączki-jeść…”. jakby powoli przechodzi.. zobaczymy:-)

ostatnio zaczęła lubić łaskotki na brzuszku i rechocze jak jest w dobrym nastroju:-)

nosi pampersy nr 4 i powoli wyrasta z ciuszków w rozmiarze 68 (dużo zależy od rozmiarówki) i zaczyna nosić 74.

lubi dotykać obrazków w książkach, które jej czytamy i umie już pociągnąć słonia-zabawkę na pałąku maty edukacyjnej tak, żeby zaterkotał (do niedawna umiała go tylko trzymać). obraca się nadal tylko na boczki, ale za to zaczęła robić brzuszki z nóżkami zaczepionymi o górną część łóżeczka. próbuje podnosić się do siadania trzymając się pałąków maty – nasze ręce są całkiem nieodpowiednie do tego jej zdaniem;-) odkryła też szeleszczące kawałki na macie edukacyjnej i bawi się nimi:-)

a ja dalej nie wszystko ogarniam. ostatnio w ogóle łapała mnie jakaś chandro-depresja i za nic nie mogłam się zabrać. smutno mi było i beznadziejnie. kolano mi trochę przeszkodziło w ćwiczeniu codziennym i znów waga podskoczyła trochę do góry. ciężko mi się było pozbierać i ciągle coś niedosprzątane, nieugotowane, niezrobione. wczoraj żartowałam, że niedorobienie życiowe powinno być przeciwwskazaniem do posiadania dziecka.

średnio nadaję się na gospodynię domową. a tak chciałabym, żeby jakoś to działało. żeby Olka mogła się tego wszystkiego nauczyć w domu, żebym umiała jej pokazać jak radzić sobie w codziennym życiu. żeby szło jej to wszystko łatwiej niż mnie.

ciężko czasem. i nie bardzo wiadomo co z tym zrobić.

na szczęście – częściej niż ciężko jest pięknie. i dzięki temu człowiek jakoś idzie do przodu:-)