po konsultacjach z wujkiem Google dochodzę do wniosku, że to problemy z rzepką. podobno straszna operacja i kosmicznie długa rehabilitacja. może kiedyś;-)

za którymś razem człowiek się przestaje tak strasznie bać. jeszcze z rok temu to poleciałabym na SOR i wróciłabym w szynie gipsowej. a dziś siedzę zadowolona w domu i myślę, że może podskoczę sobie na płatne USG kolana za jakiś czas, chyba że nie przestanie boleć, to teraz.

niefajno, że kuleję, kolano opuchnięte i boli. fajno, że w ogóle chodzę i mam pełne zgięcie kolana, bo w „takich razach” bywało z tym różnie.

a tymczasem schodzą mi się do domu paczuszki zamówione na allegro:-)

zakupiłam sobie wreszcie Searsów i będę czytać. podoba mi się bardzo Rodzicielstwo Bliskości, ale na razie informacje miałam raczej pobieżne, chcę się więcej dowiedzieć. oprócz tego kupiliśmy Tulę – zobaczymy czy nasza duża dziewczynka będzie w niej miała wygodnie. nawet jeśli to nie zamierzam na razie dużo nosić, bo do nosideł Mała musi jeszcze podrosnąć, ale przyda się na chwile, kiedy fizycznie nie mam jej jak wziąć, zwłaszcza teraz po kolejnym urazie kolana. bez nosidła raczej nie zniosę jej sama po schodach na spacer, a wiązać chustę dopiero się nauczę (no i nie bardzo wyobrażam sobie wiązanie chusty tylko po to, żeby znieść i wynieść dziecko po schodach, zwłaszcza dopóki nie nauczę się tego szybko i sprawnie robić – o ile w ogóle Olce chustowanie się spodoba). w chuście na spacer z chorym kolanem też nie dam rady, niestety jeszcze przez jakiś czas jesteśmy skazani całkowicie na wózek.