a dziś przełomowo dla mnie – to co mi się działo w brzuchu, to raczej był Groszek niż cokolwiek innego:-) niestety tylko kilka razy i tylko jak grzecznie leżę, ale wygląda na to, że coś wreszcie zaczyna się dziać:-)

walczę z chęcią kupowania już wyprawki i pińciuset „wielce potrzebnych rzeczy”. ale i tak chodzę od sklepu dziecięcego do sklepu dziecięcego i oglądam. to działa trochę jak zaklinanie rzeczywistości – że skoro planuję, skoro oglądam, to jest po co, to wszystko będzie dobrze.

jak to jest, że przecież to taki szczęśliwy okres, to wszystko takie nowe i cudowne – i ciągle tyle strachu na dnie, że coś nie wyjdzie, że coś będzie nie tak.

tyle się zmienia. znajomi już się nawet przestali dziwić, że nie przychodzę na posiadówki, bo akurat śpię:D i nawet chcą się ze mną umawiać na inne terminy!:-)

brzuszek już zdecydowanie większy. w związku z nadwagą nie odczuwałam tego jakoś przesadnie, dopóki nie spróbowałam wcisnąć się w moje ukochane, najwygodniejsze spodnie od piżamy – minął ok. miesiąc od czasu jak ostatnio w nich spałam, a „skurczyły się w praniu” tak, że nie byłam w stanie w nich wytrzymać:D