Miejsce akcji: nasz sypialnio-salon

Czas akcji: 23:04

 

Ja: Kooooochanie, a kochasz mnie?

Dzielny Mąż: Kocham.

Ja: A spełniłbyś moje ostatnie życzenie przed śmiercią?

DM: Spełniłbym, ale nie umierasz.

Ja: Ale tak mnie głowa boli i w brzuchu zaczęło mi burczeć, i źle się czuję, na pewno umieram… Zroooobisz mi budyniu?

DM: Akurat jak wstałem od komputera uradowany, że skończyłem pracę na dziś i mogę się położyć?… Ech, zrobię.

 

tak od południa dokuczał mi lekki ból głowy, a od 20 to już w ogóle myślałam, że dekapitacja mogłaby znacząco podnieść mi standard życia – tak więc „ostatnie życzenie” było dość uzasadnione, żeby nie było!;-) teraz Dzielny Mąż siedzi w kuchni i gotuje mleko. zażyczył sobie notki pochwalnej, no to piszę;-) dzielny jest, prawda?:-)

 

byliśmy u endokrynologa. i, o dziwo, pomimo niezbyt fajnych wyników, jest ok. mamy co miesiąc robić kontrolne badania TSH, FT3 i FT4 – i ew. zgłosić się jakby coś było nadal nie tak. nawet USG tarczycy mi pan dr zrobił. i był bardzo miły. i podrzucił dużo porad dietetycznych mających na celu podwyższenie mi samopoczucia:-) jakby co, to polecam dra Motykę z poradni przy szpitalu Bonifratrów w Krakowie. nijak nie wiem czy jest dobry, ale tak sympatycznego i skoncentrowanego na pacjencie lekarza naprawdę rzadko się spotyka:-) pomogło mi to tym bardziej, że byłam trochę zeschizowana wynikami, wyszłam od niego dużo spokojniejsza.

śmialiśmy się z DM, że w sumie jak już robił USG to mógł jeszcze do Groszka zajrzeć, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego.. 😉

 

a właśnie, właśnie – żeby nie było, Dzielny Mąż z porcji budyniu prawie pół miseczki odłożył dla siebie. więc nie było to takie całkiem bezinteresowne.. 😉

 

dobranoc:-)