uff, plamienie ustało kilka godzin po wizycie na SORze, na razie nie wróciło. luteina nadal jest obrzydliwa, na szczęście kochana pani dr oznajmiła przez telefon, że we wtorek na wizycie przepisze mi dopochwową, więc mam perspektywę cierpienia (bynajmniej nie w milczeniu;-)) tylko do wtorku. damy radę! na obrzydliwy posmak po pomagają trochę żelki haribo i kółeczka ryżowe. i częste mycie zębów (chociaż od początku ciąży mam odruch wymiotny na zbyt intensywne szczotkowanie tylnych zębów:/).

ale miało być o wakacjach:-)

decyzja o wyjeździe do naszej ukochanej Białogóry okazała się być najlepszą możliwą decyzją:-) cieszymy się każdego dnia jak wariaci:D pogoda piękna (słoneczko, ale z przyjemną, chłodną bryzą), żadnych upałów, jedzenie pyszne, pokój bardzo wygodny, drzemeczki po śniadanku niezmiernie przyjemne:-) dodam, że plaża umiarkowanie pusta, zawsze jest się gdzie rozłożyć:-)

wyjazd jest tym przyjemniejszy, że posłuchaliśmy sobie relacji z Francji zmagającej się z falą upałow. wyobraziłam sobie jak ociekając potem biegnę od jednego do drugiego zamku i próbuję nie umrzeć. pięknie!:-)

niemniej trochę martwi mnie spora liczba dzieci biegających po plaży nago. ja naprawdę wiem, że dziecku tak wygodniej, że nagość jest stanem naturalnym, itp. itd. ale, choinka, tyle się mówi ostatnimi czasy o pedofilii, o wykorzystywaniu zdjęć nagich czy niemal nagich dzieci.. mam wrażenie, że rodzice tych uroczych golasków nie biorą jakoś pod uwagę tego, że ktoś może być zainteresowany ich dziećmi w zgoła niewłaściwy sposób. co mi przypomina akcję „Zanim wrzucisz” mającą na celu uświadamianie rodzicom problemów związanych z umieszczaniem zdjęć ich dzieci nago w internecie. ech, miejmy po prostu trochę rozsądku w tym zakresie i raczej uczulajmy dzieci na nagość w miejscach publicznych.