byliśmy dziś na wizycie u pani dr. żabo-Groś był dziś wyjątkowo spokojny. być może, tak jak ja, nie ma siły na nic i tylko by leżał brzusiem do góry. serducho bije ładnie, Groszek rośnie, a mama – chwała Najwyższemu – nie tyje. jestem z siebie dumna:-)

a w sierpniu, po powrocie z wakacji, idziemy na połówkowe USG. rany, jak to zleciało.. dopiero co był maj i pierwszy test ciążowy:-)

upały są nieznośnie nieznośne. ledwo żyję. piję dużo i leżę z wiatrakiem w pokoju, ratując się chłodnymi prysznicami. makabra. boiling hot. cieszyłam się dziś jak dziecko z klimatyzacji w samochodzie.

wczoraj i przedwczoraj byliśmy u znajomych na grillu – pomyślałam sobie, że się starzejemy, o 23 byliśmy już wszyscy w łóżkach:D przynajmniej nie było mi głupio, że wcześnie kładę się spać:-)

a pojutrze raniuśko off we go do ukochanej Białogóry. jeszcze trochę pakowania, sprzątania i ostatnie sprawy do pozałatwiania przed wyjazdem. ufff. nie mogę się doczekać! las, morze, piasek, dmuchana orka – oto, czego mi trzeba!;-)

dzięki mojemu bratu, goszczącemu u nas w zeszłym tygodniu, i wtyczce do googlowej przeglądarki zadziałało mi wreszcie moje ukochane radio internetowe i jestem szczęśliwym człowiekiem:-) teraz możemy indoktrynować Grosia nie tylko czytanym na głos Kubusiem Puchatkiem, ale i dobrą muzyką:-)