kalkulator na stronie http://www.timeanddate.com powiedział mi, że żyję już 9905 dni. z czego ostatnie kilkadziesiąt z Groszkiem inside. niesamowite, jak zmienia się perspektywa.

dziś rano wpadłam w panikę – wczoraj wieczorem moje lewe kolano chrupnęło i coś mi w nim przeskoczyło, i kolanko za nic nie chciało się w pełni rozprostowywać, boląc przy tym niemiłosiernie. nie pierwszy to raz, oj nie, ale pierwszy, kiedy nie chciało przeskoczyć z powrotem i działać. cała nieprzespana noc i rano wycieczka na SOR.

i od początku heca.

lekarz: „naciągnięte więzadła, możliwe uszkodzenie łąkotki”. i pomysł – koniecznie na RTG.
ja: „jestem w ciąży, czy to bezpieczne?”
lekarz: „oczywiście.”

a potem rozmowa z panią technik, namyślanie się, kombinowanie – i chwała Panu! dzięki wydatnej pomocy pani technik zdecydowałam się powiedzieć lekarzowi, że gdzieś mam wskazania medyczne, nie chce RTG. o dziwo <mimo ostrzeżeń pani technik, że gość ma w zwyczaju bluzgać i się czepiać>, przeszło spokojnie i ze zrozumieniem dla tematu. dzięki temu wylądowałam o dwóch kulach i opasce elastycznej zamiast w szynie gipsowej, którą już już zalecał pan doktor. na własną odpowiedzialność.

i kolanko samo wróciło do normy <po całym ciężkim dniu w pracy, spędzonym na kuśtykaniu z miejsca na miejsce i sporym bólu>. cieszę się niesamowicie, bo, co prawda, jest ogromna szansa, że to się będzie ciągle zdarzać i „czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny”, ale daje mi to czas na konsultacje i szukanie pomocy u dobrych specjalistów zanim ewentualna operacja stanie się absolutnie konieczna.

nie mogę też nie wspomnieć o wydatnych zasługach Dzielnego Męża, który z wielkim poświęceniem zawiózł mnie do szpitala i trwał przy mym boku, pilnując, żeby mu nikt żony nie uszkodził <kosztem własnego, choć nienormowanego, czasu pracy> bardziej niż przyjechała startowo, po czym zawiózł mnie do pracy, po drodze zaopatrując w pyszne drożdżóweczki i soczek pomarańczowy, żeby mu biedna żona z głodu nie umarła. zaprawdę, kolejny pomnik mu się należy – czas pomyśleć o zakupie ziemi pod ogródek, gdzie by te wszystkie pomniki mogły stać;-)

a z Groszkiem na wizytę do pani dr jedziemy w poniedziałek. jestem mu bardzo wdzięczna, że uratował mamę od szyny gipsowej:D mam nadzieję, że u niego też wszystko w porządku.

nadal – trzymajcie kciuki:-)