aaaha. że niby narzekałam na upał to ktoś jeszcze bardziej podkręcił ogrzewanie?.. uprzejmie proszę o zaprzestanie tego niecnego procederu i skręcenie kaloryfera do przyzwoitej temperatury!

oj, nie do śmiechu mi z tymi upałami:( wczoraj po pobieraniu krwi myślałam, że nie dojdę do domu. a dziś dowlekłam się z pracy chyba cudem. żeby tak wytrzymać chociaż do końca tygodnia..

piję jak smok. albo dwa smoki. i to już po niezłej porcji baranka z siarką. tylko czekać, jak pęknę jak balonik – a cały czas wydaje mi się, że piję za mało <co, w gruncie rzeczy, jest dość prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że pocę się straszliwie>.

D(zielny) M(ąż) nadal daje się wrabiać w zaopatrywanie mnie w prowiant <kiedy leżę i dogorywam na łóżku, z bólem głowy – i oznajmiam światu, że najpewniej umieram>. ba! nawet kupił mi truskaweczki i przerobił na koktajl mleczny, kiedy ucinałam sobie kilkugodzinną drzemkę popołudniowo-wieczorną! <w związku z drzemką teraz siedzę i dokumentację pracową uzupełniam..>

jestem nieznośna w tym swoim zmęczeniu, zmiennych nastrojach i okresowym rozdrażnieniu. DM powinien dostać pomnik. albo nawet ze trzy. duże.

a w mieszkaniu mamy mrówki faraonki i już mi ręce opadają. nawet mole spożywcze przylatujące od sąsiadów wytępiłam, a to badziewie regularnie nas nawiedza:/ z domowych zwierzątek zdecydowanie wolę gryzonie.

uuuuffff, byle do przodu;-)