słucham POlka i myślę o dościąganiu dyskografii Dylana. znowu mi dużo muzyki potrzeba.

w sklepie dla plastyków nareszcie doznałam objawienia za pośrednictwem pani sprzedawczyni – odnośnie używania konturówek do szkła do robienia napisów na kartkach świątecznych:D przełom, drodzy Państwo, przełom w moim życiu – prawie jak rewolucja neolityczna!

w piątek odebrałam swój dyplom i suplement do dyplomu:-)

czytam „White Teeth” Zadie Smith  i jestem zachwycona! najgoręcej polecam wszystkim. podobno tłumaczenie jest gorsze, ale myślę, że warto i tak. jest to historia o różnokulturowych emigrantach w Anglii, o ich problemach z tożsamością, z religią, z odnalezieniem siebie, z wychowaniem dzieci według jakichś własnych moralno-religijnych wyznaczników. wszystko to ubrane w pełne humoru i czaru historie opowiadane z różnych perspektyw – czasem punktem centralnym jest ojciec-muzułmanin i jego konflikt z dziećmi, które nie chcą podążać tą samą drogą; czasem jest to jamajska dziewczyna, która wybrała drogę ucieczki od fanatycznie religijnej matki – ślub z niemal obcym człowiekiem; czasem to dzieci, które nie należą ani do jednej kultury, ani do drugiej, poszukują swojego miejsca poprzez integrowanie się z Anglikami, próby udawania kogoś innego. gorzkie rozczarowania, chwile radości. nad wieloma miejscami się uśmiechałam, nad wieloma myślałam, wiele mnie oczarowało. polecam!

z dawnych uzależnień – herbata z owoców leśnych. <no dzieci, kto pamięta jak jest jeżyna? powtarzamy głośno: BLACKBERRY:D>

i tylko wciąż organizacji brak, wciąż wszystko na wariackich papierach. ale pozytywnie – a tyle lat właśnie o to chodziło. może to nie prosta, ale całkiem ładne widoki z tych zakrętów;-)

na dziś koniec – na jutro trzeba przygotować płytę z kolędami i kserówki okołoświąteczne:-)