brakuje mi krakowskich czterech ścian. nie tamtego miejsca, ale miejsca w ogóle. mojego. „Z oknem na rzekę lub też na park,/Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem.”

brakuje mi glanów na nogach i pasiastych skarpetek, i herbaty na stole, i krakowskich Plant nagle przeniesionych do Narni. tamtego czasu, który chciałabym uczynić innym.

czasem się odwracam i próbuję zobaczyć.
inaczej, choć czasem wciąż jeszcze tak samo.

szukam, próbuję, idę.