nie lubię ich. może dlatego, że nie mam tu swojego Tiffany’s & Co.

mało ostatnio opuszczam moje cztery ściany – i zdecydowanie wykracza to poza wytłumaczalną miłość do niezależności.

wszystko na jakimś poziomie. choć dużo tego, oj dużo.

nie, nie narzekam, nie dramatyzuję. życie jest piękne. czasem świeci słońce, czasem pada deszcz – a czasem nawet śnieg. nad rzeką wieje wiatr, a pierogi ruskie mogą smakować albo nie. szalik jest żółto-pomarańczowy, a poranki całkiem ładne, choć bywają chłodnawe. może nawet kolokwia są do zaliczenia i zaległości do nadrobienia, a książki – oczywiście – do przeczytania.

tylko czasem są też i takie dni.