znowu Dylan. właśnie od „jeszcze jednej filiżanki kawy” zaczęłam go uwielbiać.

znów piję czarną – bo można poczuć smak. prawdziwy, a nie zawoalowany, udawany.


wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły


a ja wciąż jestem Julią. choć już różną od tamtej.

dziś kolejne nocne posiedzenie, prawdziwy „koci wieczór”* – kocykowo ciepły, z kawą, książką, listem, i pluszatym tygrysem – tak jak lubię:-)

powoli rozkręcam się z pisaniem, choć wystukiwane słowa wciąż czasem brzmią mi kwadratowo. ale piszę. próbuję znów wrócić do mojego stylu, odnaleźć zapomniane sposoby wyrażania myśli, zapomniane perspektywy.

zapomniany kawałek mnie.

powoli wraca do mnie to wszystko, czemu pozwoliłam uciec. znów uważniej wsłuchuję się w słowa, próbując uchwycić w głowie ich indywidualny dźwięk, rytm, sama nie wiem jak to nazwać – i słyszę! znów słowa wirują w mojej głowie jak nuty, układając się w niesamowite melodie.

znów piszę też wiersze. owszem, słabe, może nawet grafomańskie. ale moje – pierwszy raz od dawna.
dopiero teraz widzę jak bardzo za tym tęskniłam.

i nawet deszcz stuka dziś w szyby całkiem radośnie:-)


* jak przytulne zwijanie się w kłębek w wymoszczonym koszyku, jak ciepło, dobro, bezpieczeństwo i wymruczane myśli o szczęściu